Po wczorajszej Fecie, cudownym kebabie z niespodzianką, podnieśliśmy rano zady i ruszyliśmy powiosłować po Motławie – rzecz jasna z Żabiego Kruka. W stoczni złapała nas mała burza, więc trochę powiosłowaliśmy na turbodoładowaniu
Aha pod mostem…. atak pana Łabędzia. Hmmmm – bez jaj – myślałem że to białe ptaszysko nas sprzątnie z tafli wody w parę sekund. Ogólnie morko… po południu peeeeewo i nic absolutnie do roboty
Weekend!!!


